Białokryniczanie
Pierwszymi, znanymi mieszkańcami Białokrynicy są dwaj mężczyźni wymienieni w dokumencie z 1446 r., o imionach Waśko i Sachno, jednak nie sposób ustalić czy są oni przodkami którejś z białokrynickich rodzin. Białokrynica w początkowym okresie istnienia była niewielką osadą na co wskazują stare zapisy z drugiej połowy XV w. Najprawdopodobniej dopiero w kolejnym XVI stuleciu zaczęło systematycznie przybywać nowych mieszkańców, by pod koniec XVII i na początku XVIII wieku była to już duża wieś z licznymi i rozrodzonymi na linie boczne rodzinami. Rodowody części z nich, opisywać możemy od końca XVII w. na co pozwalają najstarsze, zachowane księgi kościelne oraz nieliczne wzmianki rozrzucone w innych źródłach. Na ich podstawie poznajemy najdawniejszych mieszkańców Białokrynicy, do których należeli między innymi Korczyńscy, Pugraczowie, Komieżyńscy, Łysakowie, Wiernikowie, Rógowie, Strusiowie, Krosnowscy a także rodziny Kujbidów, Małych i Baranów. Między innymi te nazwiska występowały w Białokrynicy już w latach 1650-1700, jednak tylko część z nich przetrwała do 1945 r. Warto wspomnieć kilka osób żyjących tu ponad 300 lat temu. Najdawniejszym mieszkańcem wsi, którego poznajemy na podstawie zachowanego aktu zgony jest Jakub Ciupak, który zmarł w 1720 r. w wieku aż 99 lat więc na świat przyszedł w 1621 r. Poza tym można wymienić urodzoną w 1662 Katarzynę Komieżyńską, urodzonego około 1665 r. Jana Hajworowskiego, Piotra Strusia (ur. 1690 r.) który w 15 maja 1715 r. wziął za żonę Annę z Korczyńskich, czy też Augustyna Kota (ur. ok 1690), który 21 maja 1719 r. z żoną Dorotą chrzcili córkę Mariannę. Najprawdopodobniej większość rodzin wymieniona w księgach z lat 1707-1732, zamieszkiwała Białokrynicę już od pokoleń co pośrednio możemy wywnioskować na przykładzie ukraińskiej rodziny Piórków. Otóż nazwisko Piórko, które występuje w Białokrynicy do dziś, po raz pierwszy zapisane zostało w niedalekich Podhajcach już w 1538 r. w "Rejestrach poborowych dawnego województwa ruskiego Rzeczypospolitej". Jeżeli wiec Piórkowie obecni są na tej ziemi od tak dawna to istnieje duże prawdopodobieństwo, że podobnie było w przypadku innych rodzin, które zanotowane zostały w pierwszych księgach kościelnych. Niestety do naszych czasów nie dotrwały tak stare księgi cerkiewne dlatego siłą rzeczy spis pierwszych udokumentowanych mieszkańców jest niepełny ponieważ zawiera prawie wyłącznie nazwiska polskie, wiernych kościoła rzymskokatolickiego. Niemniej jednak oczywistym jest, że społeczność wsi składała się również z miejscowych Rusinów, którzy w początkowych okresach przed napływem ludności z zachodu byli nacją dominującą. Niestety jednak poza wymienioną rodziną Piórków, nie znamy ich nazwisk. Pełniejsze informacje pochodzące z XVIII-sto wiecznych ksiąg kościelnych i XIX-sto wiecznych ksiąg cerkiewnych oraz Katastrów Józefińskiego i Franciszkańskiego, pozwalają ustalić już zdecydowaną większość rodzin bez względu na wyznanie i narodowość.

Ryc. 7. Nazwisko/przydomek Piórko wymienione w księgach podatkowych Ziemi Halickiej, 1538 r. (prawa strona środkowej linijki)

Ryc. 8. Zapis z Ksiąg Ziemskich i Grodzkich (nr. 1637) z roku 1446, wymieniający imiona dwóch mieszkańców Białokrynicy - Waśko i Sachno.

Ryc. 9. Akt urodzenia Marcina Roga, syna Macieja i Anastazji, listopad 1718 r.

Ryc. 10. Akt urodzenia Mikołaja Strusia, syna Piotra i Anny Korczyńskiej, grudzień 1720 r.
.jpg)
Ryc. 11. Maciej Wiernik wśród ofiarodawców kościoła Św. Trójcy w Podhajcach. 1790 r.
Pochodzenie i status
Mieszkańcy Białokrynicy w zdecydowanej większości określani byli łacińskim terminem "laboris" co w bezpośrednim tłumaczeniu oznacza "pracowity". Termin ten był wykorzystywany w przypadku osób pochodzenia chłopskiego czyli włościan. Oddawało to faktyczny stan rzeczy ponieważ, we wsie nie było szlacheckich dworków, lakowanych pieczęci , a na cmentarzu rodowych grobowców. Mieszkańcy Białokrynicy byli ludźmi żyjącymi z ziemi, pracowali na roli, będącej własnością dziedzica, za użytkowane której musieli płacić odpowiedni czynsz. Odrabianie pańszczyzny omijało tylko tych, którzy mogli sobie na to pozwolić najmując pomocnika. Materiały, które zachowały się do naszych czasów określające w pewien sposób poziom życia białokrynickich rodzin wskazują, na znaczny udział stosunkowo małych gospodarstw nie przekraczających 5-6 hektarów powierzchni. Zarówno w 1787 jak i 1820 r. stanowiły one ponad połowę wszystkich gospodarek i jak można się spodziewać, zebrane z nich plony starczały na przeżycie i wznowienie zasiewów kolejnej wiosny, jednak nie zapewniały wysokiego poziomu życia. We wsi mieszkali też bardzo biedni ludzie, a nawet żebracy czego dowodzą zapisy kościelne i nieliczne prace pojawiające się drukiem. Do takich relacji należy opublikowana w 1898 r. praca ks. Antoniego Rokosza pt. "Lud w podhajeckiem", z której wyłania się niewesoły, choć mocno subiektywny obraz ludności wiejskiej zamieszkującej powiat podhajecki. Jeżeli ktoś ma nadzieję na odnalezienie fortuny u swoich białokrynickich przodków to z góry uprzedzam, że takiej nie znajdzie, chociaż oczywistym jest że część mieszkańców wsi żyło w dostatku. Przykładowo z informacji zawartych w Metryce Józefińskiej z 1787 r. wynika, że pod koniec XVIII w. największe gospodarstwa o powierzchni około 20 ha posiadali: Szymon Myszak (21,6 ha), Andriej Hunczak (21 ha), Wawrzyniec Różnicki (19,4 ha), Wawrzyniec Wiernik (19,2 ha), Andrzej Kułakowski (19 ha), Sebastian Wiernik (18,8 ha), Tomasz Kot (18,2 ha), Andrzej Struś (18 ha), Jakub Kułakowski (17,8 ha) i Andrzej Kędzierski (17,7 ha). W podobnym zestawieniu sporządzonym ponad 30 lat później, w 1820 r. największe gospodarstwa posiadają: Andriej Praczuk (35 ha), Jakub Kapelusznik (29,1 ha), Wojciech Struś (29 ha), Wojciech Kędzierski (28 ha), Andrzej Kułakowski (26,6 ha), Andrzej Kapłun (26,5 ha), Łukasz Kujbida (25,5 ha), Andrzej Krosnowski (24,9 ha), Hawryło Hrywniak (23,1 ha) oraz Stefan Benizy (23 ha). Według spisu z roku 1861, do najbardziej gospodarnych należeli natomiast Gabriel Praczuk (19 ha), Jacek Kapelusznik (16,8 ha), Mateusz Zamkotowicz (15,7 ha), Jakub Struś (15,6 ha), Moses Haber (14,7 ha), Maciej Kapłun (14,2 ha), Ignacy Kułakowski (14,2 ha), Grzegorz Krosnowski (13,5 ha), Antoni Kujbida (13,3 ha) oraz Mikołaj Struś (12,7 ha). Spis z 1861 r. pokazuje również stopniowe ubożenie mieszkańców wsi. Postępuje rozdrabnianie poszczególnych majątków, a procent małych gospodarstw, ledwie zapewniających utrzymanie ich właścicielom znacznie wzrósł w porównaniu do lat wcześniejszych. Warto również zauważyć, że jednocześnie po raz pierwszy wśród najbogatszych gospodarzy pojawił się Żyd Moses Haber.
Pewnym wyznacznikiem statusu społecznego jednak nie koniecznie w sensie materialnym były funkcje pełnione przez poszczególnych mieszkańców w życiu wsi. Spośród gospodarzy wybierano co jakiś czas wójtów, radnych gminnych czy też przysiężnych, którzy swoim autorytetem poświadczali różne informacje i decyzje w postępowaniu urzędowy. Osoby te zwykle posiadały większy majątek i cieszyły się szacunkiem oraz posłuchem wśród mieszkańców wsi. Z niepełnych informacji, jakie można uzyskać ze starych dokumentów wynika, że urząd wójta oraz inne funkcje sprawowali zarówno Polacy jak i Ukraińcy. W śród wójtów można wymienić chociażby Wasyla Biłana (koniec XVIII w.), Pawła Krosnowskiego (koniec XVIII w.), Andrieja Praczuka (1820 r.), Dmytra Pałamara (1853 r.), Wojciecha Kędzierskiego (1861 r.), Wawrzyńca Roga (1882 r.), Andrzeja Strusia (1884 r.) czy Błażeja Roga (1930 r.). Poza tym jak czytamy w protokole z posiedzenia gminy, w 1882 r. radnymi byli: Jurij Sztogryn, Andrzej Struś, Jan Piórko, Pantaleon Praczuk, Teodor Praczuk, Danyło Biłan, Pawło Bohów, Tomasz Buczek, Moses Haber, Wojciech Krosnowski i Antoni Krosnowski. W 1787 r. mężami zaufania byli Maciej Kujbida, Jakub Kułakowski, Jarosław Piątak, Andrzej Struś, Matwiej Specjalny, Wawrzyniec Różnicki, Iwan Dydak oraz Teodor Hunczak i poświadczali oni zgodność informacji i geodezyjnych pomiarów w trakcie prac nad Metryką Józefińską. Kilkadziesiąt lat później w 1820 r., tą samą funkcję przy pracy nad Metryką Franciszkańską pełnili Iwan Stulkowski, Jan Buczek, Jakub Różnicki, Franciszek Najduch, Andrzej Kułakowski, Szymon Kułakowski oraz Matwiej Owczarz.
Białokrynica nie była gniazdem szlachty zagrodowej jak niektóre pobliskie wsie tj. Nowosiółka, Sapowa, Kujdanów czy Dobropole w niedalekiej dolinie Strypy, niemniej jednak analiza źródeł wskazuje na pochodzenia części rodzin zarówno z kręgów szlachty polskiej jak i ukraińskiej. W prowadzonych na przestrzeni kilkuset lat księgach kościelnych jako szlachetnie urodzeni (nobilis) określani byli Wysoccy, Komarniccy, Monastyrscy, Borkowscy czy Słoniewscy. Inne rodziny takie jak Korczyńscy, Bilińscy, Krzeczkowscy i Morawscy wywodziły się z drobnej szlachty, która zubożała i straciła swój odrębny status, natomiast w niektórych przypadkach dane nazwisko występowało w sąsiedniej miejscowości jako szlacheckie, jednak w Białokrynicy już jako włościańskie co tyczy się Kułakowskich, Krosnowskich, Różnickich i Strusiów. Dawne pochodzenie szlacheckie może być pewną ciekawostką z dzisiejszego punktu widzenia jednak nie miało najprawdopodobniej żadnego przełożenia na realia codziennego życia, stosunki sąsiedzkie czy stan posiadania. W wielu przypadkach najprawdopodobniej już w XIX w. wiedza o takim pochodzeniu była minimalna lub też całkowicie wymazana z ludzkiej pamięci i rodzinnych przekazów. Rodziny o pochodzeniu szlacheckim nie różniły się od włościan majętnością i zwyczajami. Trudno powiedzieć jak we wcześniejszym okresie, ale co najmniej od początku XIX w. nie przestrzegano zawiązywania małżeństw w obrębie jednego stanu co świadczy o braku jakichkolwiek różnic pomiędzy mieszkańcami wsi. Sukces ekonomiczny poszczególnych rodzin zależał od zaradności i pracowitości ich członków, choć w obrębie lokalnej "elity" powtarzają się na przestrzeni wieków podobne nazwiska zarówno polskiego jak i ukraińskiego pochodzenia.

Ryc. 12. Akt urodzenia szlachetnego Jana Wysockiego, syna Józefa i Anny z września 1719 r.

Ryc. 13. Skład władz gminnych w 1787 r., wójt - Wasyl Biłan, przysiężny Maciej Kujbida, deputowani - Jakub Kułakowski, Jarosław Piątak, Andrzej Struś i Matwiej Specjalny.
narodowość i Wyznanie
Nie od dziś toczy się dyskusja, na temat tożsamości narodowej Podola, Wołynia czy nawet Chełmszczyzny. Padają pytania, o to która nacja stanowiła większość, która była rodzima, a która napływowa i kto odgrywał istotniejszą rolę. Do kwestii narodowościowej obszaru zachodniej Ukrainy, a więc części Kresów dawnej Rzeczpospolitej i austriackiej Galicji za razem, często podchodzimy emocjonalnie i zbyt "politycznie". Dotyczy to zarówno wielu Polaków, którzy opierając się na płytkiej wiedzy uważają, że Kresy mimo ich wielokulturowego charakteru były zdominowane przez Polaków jak i Ukraińców, którzy z kolei umniejszają polskiej roli w rozwoju tych terenów. Opierając się na wzajemnych zaszłościach tracimy prawdziwy obraz społeczności w jakiej przyszło, żyć naszym przodkom. Narodowość w wymiarze makro ma fundamentalne znaczenie, jednak w toku codziennego życia na XVIII-sto czy XIX-sto wiecznej wsi schodziła na dalszy plan. W kontekście małych społeczności lepszym rozwiązaniem wydaje się spojrzenie przez pryzmat relacji sąsiedzkich i rodzinnych bo to zbliża nas do postrzegania świata jaki towarzyszył naszym krewnym, sto czy dwieście lat temu. Najbliższy krąg rodzinny i sąsiedzki w warunkach kresowych nie mógł ograniczać się tylko do Polaków czy Ukraińców. Koegzystencja spowodowała, że zarówno środowisko rodzinne jak i sąsiedzkie było mieszane, a obie nacje ulegały wzajemnej asymilacji.
Niezbędne jest uświadomienie sobie, że na Podolu, w ogólnym rozrachunku Polacy stanowili mniejszość. Bez względu na to, że istniały rejony gdzie sytuacja mogła być odwrotna czego najlepszym przykładem jest sama Białokrynica, to Rusini jako autochtoni stanowili trzon ludności wiejskiej i duży procent społeczności miast. Powszechnie używanym językiem był swoisty dialekt stanowiący mieszankę języka polskiego i ukraińskiego, a czystą polszczyzną mówiono tylko w kościele, szkole i w niektórych domach. Najlepszym dowodem regresu polskiej mowy jest fakt, że ks. Szyca po spowiedzi miał w zwyczaju dawać jako pokutę mówienie po polsku. Jeszcze wiele lat po wojnie Kresowiacy mieszkający na Dolnym Śląsku wyróżniali się charakterem mowy, będąc nieraz z tego powodu obiektem drwin ze strony tzw. Centralniaków, a nawet określani byli mianem "ruskich". W dawniejszych wiekach XV-XVII na Podolu asymilacja dotyczyła w główniej mierze Polaków i na przestrzeni pokoleń część ludności etnicznie polskiej ulegał rutenizacji. Przyczyn było wiele, ale do najważniejszych należały, dominująca rola cerkwi, ograniczona liczba kościołów oraz przeważający liczebnie żywioł ruski w codziennym środowisku życia. Tutaj znów przykładem może być Białokrynica, w której kościół wybudowany został dopiero w 1904 r., a cerkiew istniała od XVII w. Część polskich rodzin migrujących na nowe tereny osiedlało się w dużym rozproszeniu tracąc kontakt zarówno z rodakami jak i z kościołem. Chodzi tu o dosłowny brak rzymskokatolickich obiektów sakralnych, których sieć była nieporównywalnie gorzej rozwinięta niż w przypadku ukraińskich cerkwi, które znajdowały się prawie w każdej wsi. Takie realia powodowały, że w naturalny sposób część Polaków zaczynała uczęszczać do cerkwi. Nie od razu decydowało to o zmianie obrządka i co za tym idzie również identyfikacji narodowej, jednak na przestrzeni pokoleń wiele rodzin, pochodzących z Podkarpacia czy Mazowsza stawało się Ukraińcami. Dzieci chrzczone w cerkwi dostawały tradycyjne ukraińskie imiona, w domach zaczynano obchodzić święta według kalendarza juliańskiego, a ostatecznie brzmienie i pisownię zmieniały także nazwiska. W Białokrynicy i innych wsiach gdzie Polacy stanowili większość proces ten miał mniejsze znaczenie ponieważ przed wybudowaniem kościoła udawali się oni na mszę do oddalonych Podhajec, lub ksiądz odprawiał ją w miejscowej cerkwi.
Asymilacji w sposób oczywisty ulegali także Ukraińcy, którzy z różnych powodów stawali się "Polakami". Schemat był w tym przypadku podobny, przyjmowanie sakramentów w kościele i nadawanie polskich imion powodowało, że w kolejnych pokoleniach zmiana była już przypieczętowana. Co ciekawe jesienią 1945 r. po zakończeniu II wojny światowej wiele rdzennie ukraińskich rodzin przyjechało na Dolny Śląsk jako Polacy i żyją tu do dziś. W innych przypadkach sytuacja narodowości była na tyle skomplikowana, że trudno jednoznacznie stwierdzić czy dana rodzina ma polskie czy ukraińskie pochodzenie, czego dobrym przykładem są białokryniccy Praczukowie. W obrębie tej rodziny występuje zarówno linia "polska" jak i "ukraińska", a na podstawie zachowanych dokumentów nie ma możliwości określić, która jest starsza.
Dawniej powszechnie występowały rodziny mieszane. W myśl obowiązującego w Galicji prawa kościelnego, dzieci z małżeństw polsko-ukraińskich i ukraińsko-polskich chrzczone były w cerkwi lub kościele w zależności od wyznania rodziców. Gdy ojcem był Polak, a matką Ukrainka wówczas chłopcy przyjmowali chrzest w kościele, a dziewczynki w cerkwi, w konsekwencji czego najbliższa sobie rodzina posiadała różną narodowość, synowie polską, a córki ukraińską. Powodowało to, że dalsi krewni również byli bardzo przemieszani i trudno było znaleźć rodzinę gdzie któryś wujek, ciotka, czy dziadkowie nie byliby odmiennej narodowości. Święta kościelne obchodzono po kilka razy bo gdy kończono obchody Bożego Narodzenia w kościele to zaraz zaczynano przygotowania do Rizdwa w cerkwi. Krewni i sąsiedzi odwiedzali się nawzajem i gościli według swoich zwyczajów. W ten oto sposób mieszkańcy wsi żyli i umierali, znajdując ostatni spoczynek na wspólnym polsko-ukraińskim cmentarzu.
O imionach i nazwiskach
Na przestrzeni kilkuset lat duża część białokrynickich nazwisk ulegała różnym zmianom. Niektóre z nich po kilku pokoleniach zanikały, inne pojawiały się w XIX w., a część spotykana jest od samego początku. W zależności kto i kiedy zapisywał dane nazwisko zdarzały się w nim różne błędy lub zniekształcenia, które szczególnie widoczne są w dokumentach zapisywanych przez austriackich urzędników za czasów Galicji. W niektórych przypadkach dzięki najstarszym zapisom kościelnym można ustalić ewolucję nazwiska i moment powstania jego obecnie obowiązującej formy. Przykładowo nazwisko Boberda pochodzi od nazwiska Bober (Bóbr), od nazwiska Krzywy powstał Krzywniak, a ich pierwotne formy zapisane zostały w najstarszych źródłach kościelnych sięgających nieraz początku XVIII w. Inne nazwiska przyjęły z biegiem czasu zmiękczone, ukraińskie brzmienie np. Owczarz - Owczar, Puszkarz - Puszkar czy Pałamarz - Pałamar, a wiele z nich trwa w niezmienionej formie od ponad 300 lat tj. Róg, Wiernik, Mały czy Struś.
Tab. 1. Nazwiska zanotowane w Białokrynicy w XVIII wieku, które przetrwały do 1945 r.
Co się tyczy imion, to z uwagi na polsko-ruskie społeczeństwo wsi, ich brzmienie było często zmieniane w stosunku do podstawowej formy nadawanej na chrzcie. W codziennym użyciu dominowała forma bardziej potoczna i co charakterystyczne, często zdrobniała lub w formie ruskiej. Jest to cecha typowa dla terenów wschodnich, która wyróżnia kresowe społeczności zachodniej Ukrainy. W tabeli poniżej znajdują się najczęstsze imiona męskie nadawane w Białokrynicy do 1945 r. w różnych wariantach - polskim, ukraińskim i łacińskim, który zapisywany był w księgach kościelnych oraz potocznym używanym w codziennym życiu.
Tab. 2. Najczęściej nadawane imiona męskie według kościelnych i cerkiewnych ksiąg metrykalnych z Białokrynicy.